No i minęło 11 lat i jakoś dalej żyjemy i życie toczy się dalej, więc czemu nie miałoby tak być kolejne 10 lat. Ciekawe te różne wskaźniki, ale i tak nie wiadomo, więc można próbować się jakoś przygotować, ale i tak wszystkiego nie ogarniemy, bo najlepiej to by trzeba nauczyć się żyć z własnej ziemi, ale i to jest bez Masz swoich znajomych i święte prawo, żeby się z nimi widywać. Jest egoistą, bo tylko z Jego przyjaciółmi musicie się spotykać. Koleżanki przyjdą do Ciebie to jest źle, nie powiesz mu, że pójdziesz do fryzjera, to też dramat. O matko, aż chce się powiedzieć, że do normalnych ludzi On się nie zalicza. Mam 16 lat. Poszłam teraz do liceum, do takiej klasy aby nie było w niej koleżanki z klasy której nie lubię, a ona w gimnazjum się mnie uczepiła i niby się tak kolegowałyśmy. Nie chcę się z nią spotykać, w szkole jej unikam ale niestety do szkoły i ze szkoły wracam z nią :( hmm co zrobić aby się od niej uwolnić i żeby Vay Tiền Nhanh Ggads. W swojej praktyce zawodowej niejednokrotnie spotykałam się z sytuacją, gdy rodzic sprawujący pieczę nad dzieckiem odmawiał prawa do kontaktów drugiemu z rodziców powołując się na brak woli ze strony dziecka. Argument sprzeciwu dziecka co do spotkań jest często podnoszony także w toku postępowania egzekucyjnego o kontakty. Rodzice zobowiązani do wydania i przygotowania małoletniego do kontaktu, próbując przekonać Sąd o braku swojej winy w tym, że do kontaktów nie dochodzi, tłumaczą, że mimo iż sami przeciwko ustalonym spotkaniom nie mają nic przeciwko to jednak nie są w stanie przymusić dziecka do widywania się z ojcem lub matką. Z reguły to matki wybierane na głównego opiekuna małoletniego, co zatem idzie z powyższym dylematem muszą zmagać się przeważnie ojcowie. Czy rzeczywiście jednak rodzic, wbrew obowiązkom wynikającym z postanowienia w przedmiocie kontaktów, może usprawiedliwić nieodbycie spotkania tym, że dziecko nie chce kontaktów np. z ojcem? Oczywiście nie sposób udzielić na tak postawione pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Istotne są bowiem konkretne okoliczności faktyczne, a co więcej: sprawa sprawie nierówna. Mogę natomiast podzielić się własnymi spostrzeżeniami. Sądy rodzinne nie są skłonne uznawać sprzeciwu dziecka za usprawiedliwioną przyczynę odwoływania kontaktów. Słusznie zresztą, albowiem w przeciwnym wypadku możliwość egzekwowania kontaktów stałaby się całkowicie iluzoryczna. Mimo, że dziecko nie chce kontaktów z ojcem, albo raczej należałoby powiedzieć, że deklaruje, że ich nie chce to wziąć pod uwagę należy jeszcze kontekst sytuacyjny, w jakim przyszło naszemu małoletniemu funkcjonować. Gdy rodzice pozostają skłóceni przyczyna może tkwić w konflikcie lojalnościowym, jaki dziecko odczuwa wobec swego głównego opiekuna. Nawet nieświadome wciąganie dziecka w spór między byłymi partnerami powoduje szereg negatywnych konsekwencji dla jego rozwoju psychicznego. Co gorsze, zdarza się i tak, że w sposób celowy dziecko jest czynnie angażowane w krytykę i potępianie rodzica, z którym zwykle nie mieszka na co dzień. W efekcie u dzieci pojawia się mimowolna chęć wspierania rodzica, z którym mieszka na stałe, co przekłada się na negatywny stosunek drugiego z rodziców. W opisanej sytuacji mówimy o tzw. syndromie PAS inaczej zwanym syndromem alienacji rodzicielskiej. Dlatego właśnie w orzecznictwie polskich sądów rodzinnych dominuje podejście kładące nacisk na istniejący po stronie rodzica zobowiązanego obowiązek odpowiedniego przygotowania małoletniego do kontaktów. Przy czym za należyte przygotowanie do kontaktów uważa się nie tylko przygotowanie fizyczne ale także wypracowanie u dziecka pozytywnego nastawienia psychicznego do spotkań z rodzicem uprawnionym do kontaktów. Jeśli zatem matka indukuje dziecku niechętny stosunek do realizacji kontaktów to bezsprzecznie nie można uznać, że w sposób prawidłowy realizuje obowiązki nałożone postanowieniem o kontaktach. Takie zachowania dorosłych najczęściej są wychwytywane przez biegłych z Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno- Konsultacyjnego, którzy opiniując w sprawie o kontakty zwracają uwagę na genezę niechętnego stosunku małoletnich do drugiego z rodziców. Zachęcam zatem do powoływania treści takiej opinii jako dowodu w sprawie o egzekucję kontaktów. Post navigation Mam poważny problem. Jestem introwertykiem. Nie zależy mi na przyjaciołach, ale bardzo chciałabym być akceptowana, zauważalna i żeby ktoś ze mną rozmawiał. A tutaj problem polega na tym, że ludzie ze mną nie rozmawiają. Ograniczają się tylko do zwykłego “hej” i “dzień dobry”. Ja bym chciała zagadać, ale nie chce się narzucać. Poza tym zastanawia mnie fakt czemu oni nie odzywają się, nie inicjują rozmowy. Dobija mnie to, ponieważ czuję się gorsza. Co to wszystko znaczy? I co powinnam zrobić? Proszę o pomoc, Agnieszka Pani Agnieszko, napisała Pani o sobie, że jest introwertykiem. Zastanawiam się co Pani rozumie przez to określenie, ponieważ często jest ono utożsamiane z osobą nieśmiałą, stroniącą od ludzi, co nie końca jest zgodne z prawdą. Introwersja to cecha osobowości oznaczająca tendencję do przeżywania swojego życia emocjonalnego wewnątrz siebie, czyli jest to pewna powściągliwość w pokazywaniu emocji na zewnątrz. Introwertyk nie dlatego nie chce spotykać się z ludźmi, bo czuje lęk przed oceną jak osoba nieśmiała, lecz preferuje własne towarzystwo i dobrze czuje się otoczeniu ludzi spokojnych, których zna. Nie lubi też rozmów o niczym, raczej konkrety. Nie jest to więc osoba nieśmiała, izolująca się od ludzi, lecz raczej powiedziałabym unikającą tłumów. Napisała Pani o tym i zastanawiam się, czy właśnie w taki sposób Pani myśli o sobie. Jeśli powodem, dla którego nie ma Pani odwagi “zagadać” do ludzi jest rodzaj jakiegoś lęku np. przed oceną, odrzuceniem, brakiem akceptacji, wtedy Pani problem niekoniecznie musi być wynikiem bycia introwertykiem, lecz może być związany z zupełnie czymś innym np. lękiem społecznym. Introwertycy potrzebują przyjaciół, lecz dobierają ich bardzo selektywnie. Warto jest więc zastanowić się dlaczego nie wychodzi Pani z inicjatywą poznawania ludzi. Co dla Pani oznacza narzucanie się? Dlaczego czuje się Pani gorsza? Są to trudne pytania. Chcąc na nie odpowiedzieć trzeba dobrze się sobie przyjrzeć, aby siebie zrozumieć – tu może być przydatna pomoc psychoterapeuty. Zastanawia również Panią fakt, czemu inni nie zagadują pierwsi. Prawdopodobnie dlatego, że odbierają Panią jako osobą nie zainteresowaną bliższym poznaniem. Komunikacja niewerbalna to 70% przekazu, jaki często nieświadomie puszczamy w świat, więc tym bardziej zachęcałabym do przyjrzenia się sobie. to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny. napisał/a: yannis87 2012-09-15 16:43 Witam wszystkich:) Zdecydowałam się napisać, bo nie wiem co mam zrobić z moim mężczyzną. Postaram się opisać to najkrócej jak się da. Znamy się od paru lat, ale tak bardziej z widzenia (studiowaliśmy na jednym kierunku i czasami ze sobą rozmawialiśmy). Po ostatnim egzaminie, poszliśmy większą grupą to świętować, ale że był to środek tygodnia postanowiliśmy się umówić w innym czasie. Wtedy on poprosił mnie o numer telefonu. Zaczął do mnie pisać. Po jakimś czasie, się umówiliśmy. Rozmawialiśmy do 4 nad ranem. Później zaczęliśmy się regularnie spotykać. On przyjeżdżał do mnie po pracy, spędzaliśmy ze sobą świetnie czas. Gdy jechałam do rodziców, pisał, że tęskni, żebym szybko wróciła itp. Przedstawił mnie swojej mamie, swoim najbliższym znajomym. Problem polega na tym, że on twierdzi że jest mu ze mną bardzo dobrze, ale dopiero się do mnie przyzwyczaja. On jest po ponad 3 letnim związku, dla którego dużo poświęcił i ona go zostawiła. Do tego dochodzi to, że on z góry zakłada jak np musi przełożyć nasze spotkanie, że ja będę zła (bo ona była), że jak się spotka z kolegami to też tak będzie itp. Ja nie mam nic przeciwko temu. Jak on jest ze mną to na prawdę czuje w jego bliskości to ,że mu na mnie zależy. Ostatnio zadzwoniłam, do niego i zrobiłam mu straszną awanturę (w sumie nie wiem czego) wykrzyczałam wszystko co mnie boli. Nie rozmawialiśmy ze sobą 3 dni, ale doszliśmy do porozumienia. Powiedział, mi że boi się dać mi szansę, bo kiedyś komuś dał i później cierpiał, ale zaryzykuje. On jest pewien,że chce się ze mną spotykać, tylko się boi co i kiedy mi strzeli do głowy. Widzę, że trochę się ode mnie oddalił po tej awanturze. Często używa słowa "my" lub "nasze". Mówiąc o przyszłości też bierze mnie pod uwagę. Nie, wiem co mam robić, co myśleć. z jednej strony wiem, że chce ze mną być, bo gdyby było inaczej to by odszedł po tej akcji, ale nie wiem co mam zrobić żeby on się otworzył, żeby nie bał się tego związku. Czy to,że tak skończył się jego poprzedni związek ma na to wpływ? Jeśli tak to co zrobić, żeby tak nie było? Bardzo mi na nim zależy. Proszę pomóżcie.

nie chce ze mną być ale chce się spotykać